Ja pier***ę, czyli jak to się stało, że przeklęłam

Kurka wodna, o ja pierdzielę, o cholera, ja cię kręcę- ten kto mnie zna, wie, że są to najstraszniejsze słowa, których używam. Przynajmniej były. Ja pier***ę, czyli jak to się stało, że przeklęłam

Nie zawsze jest różowo.

Bycie matką wiąże się też (o dziwo!!) z obowiązkami, ze stresem i trudnymi sytuacjami. Do tej pory wszystko dzielnie znosiłam. Pranie, sprzątanie, gotowanie? Proszę bardzo! Karmienie do tego? Nie ma sprawy. Kupka po drodze? Już biegnę. Ale wszystko naraz?? To musiało się źle skończyć…

A wszystko zdarzyło się w supermarkecie (dokładniej w ,,Biedronce”). Wracając z uroczego spaceru, postanowiłam zrobić zakupy, jak to już nie raz robiłam, na obiad. Byłam w doskonałym nastroju. Wymyśliłam, że usmażę łososia i zrobię sałatkę. I tak, wiem, jak wygląda hodowla tych ryb, ale miałam na to danie ogromną ochotę. Pech chciał, że Bianka otworzyła oczy. Już jest dorosła i nie musi przesypiać całego spaceru, trzeba było się z tym liczyć. Nie jest jednak na tyle dorosła, by wytrzymać wędrówki po sklepie bez płaczu. Ale mam na to metodę- smoczek. Złapałam więc koszyk na kółeczkach, włożyłam smoka do buźki, a drugą ręką pchałam wózek. To nie lada wyzwanie operować podczas zakupów i wózkiem, i koszykiem, ale jest to możliwe (o ile między alejkami jest dość miejsca na ,,wykręcanie”). I się zaczęło.

Bianka była jakaś taka poddenerwowana i średnio co dwadzieścia sekund wypadał jej smoczek. Trzeba było się zatrzymać i włożyć go z powrotem ,,na miejsce”, bo krzyk był niemiłosierny. Wózek z przodu pcham prawą ręką, lewą trzymam za mną koszyk, pokonuję dwa kroki, zatrzymanie, włożenie smoka, pogłaskanie Bianki po główce, wrzucenie do koszyka pietruszki, znowu smok, dwa kroki w przód, zatrzymanie i tak do kasy.

Przy kasie kolejka.

Jakieś babsko, któremu zapewne bardzo było śpieszno, wepchało się jeszcze przede mną, udając, że nie widzi wózka stojącego w kolejce, za nim mnie i koszyka. Nie powiedziałam nic, bo akurat wypadł smoczek. I znowu smoczek, krok do przodu, smoczek, krok do przodu i moja kolej na wyciąganie zakupów. Oczywiście w koszyku mało rzeczy nie było, bo przy okazji jeszcze… A może do tego… Pewnie to znacie:) I tak nachylam się do koszyka, wyciągam jedną rzecz, rzucam na taśmę, nachylam się do wózka, poprawiam smoczek, jakiś dziadek chce przejść przez kasę, bo przyszedł tylko po borówki, ale ich nie ma, przesuwam wózek, poprawiam smoka, nachylam się do koszyka i…

No właśnie, i w tym momencie torebka, którą miałam przewieszoną przez ramię zsuwa mi się do koszyka, przez co okulary założone na głowie spadają na nos i wtedy, właśnie wtedy powiedziałam ,,Ja pier***ę”.

3 myśli na temat “Ja pier***ę, czyli jak to się stało, że przeklęłam

  1. Ja jestem osobą, która by się odezwała do tej baby co się wepchneła :p ale nie dziwie Ci się, tez bym przeklnela w takiej sytuacji… 🙊 w ogóle. Zakupy z dzieckiem wydają mi się nie do zrobienia – wszystko przede mną jeszcze :p

    1. W pierwszym miesiącu zakupy z dzieckiem były cudowne! Mała przesypiała całe wyjście z domu. Teraz zaczynają się schody!;p Na szczęście jeszcze nie rzuca się na podłogę i nie krzyczy o nową zabawkę;p Oby tak zostało! Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz